Lao Che

Kto jeszcze nie widział ich na żywo, ma szansę przekonać się, że faktycznie robią oni jedno z najlepszych rockowych show w Polsce. Bez zbędnych fajerwerków, czarują publikę prostą muzyczną energią i sceniczną charyzmą.

Jednym z fundamentów popularności Lao Che jest ich niezwykła umiejętność balansowania pomiędzy muzyką niezależną a mainstreamem. Zdolność tworzenia piosenek z przebojowym potencjałem, które doskonale nadają się do radia, a przy tym potrafią dotkliwie podrapać awangardowym pazurem. To ostatnie nie powinno dziwić, w końcu zespół ten wyrasta z wyjątkowo pokręconych projektów Kanabiplanto i Koli, twórczo badających pogranicza hiphopu. Debiut Lao Che „Gusła” (2002 r.) to zupełnie inne rejony muzyczne, ale wróżył on temu składowi przyszłość awangardowej ciekawostki. Materiał naszpikowany cytatami z klasyków polskiej literatury, podany w klimacie staropolskiej, guślarskiej tajemnicy i grozy, to propozycja niezwykle interesująca, ale nie dla każdego ucha. W związku z tym sam zespół zapewne nie spodziewał się, że ich druga płyta, stworzona według podobnej strategii (koncept album, nieoczywisty temat), okaże się takim sukcesem. „Powstanie Warszawskie” (2005 r.) to album legenda, który zapewnił Lao Che miejsce w panteonie polskiej muzyki rockowej. Udała im się tam rzecz  niebywała. Poruszyli trudny historyczny temat, z szacunkiem i mądrze, ale przy tym bez zadęcia i z pewnym dystansem. O sukcesie tego projektu niech świadczy fakt, że koncerty Lao Che to jedno z niewielu miejsc, gdzie dziś można znaleźć tłum młodych ludzi, którzy z autentycznym zaangażowaniem krzyczą „Niech żyje Polska Niepodległa!” I nie ma w tym nic prześmiewczego. Sukces z jednej strony pozwolił wypłynąć
zespołowi na szersze wody, z drugiej zaś sprawił, że skazani są, by ścigać się z legendą „Powstania Warszawskiego”. Na całe szczęście, póki co wychodzą z tego wyścigu zwycięsko. Przy okazji  „Gospel” (2008 r.) z radością uciekli od neopatriotycznej etykiety, rzucając się na tematy z pogranicza metafizyki oraz religii. I po raz wtóry udowodnili, że są mistrzami oswajania tematów niecodziennych w muzyce popularnej. Zaś najnowsza płyta „Prąd stały/ prąd zmienny” (2010 r.) to odejście od konceptu albumu i test jak styl zespołu sprawdza się w bardziej klasycznej formie.

Koncerty Lao Che to wycieczka po całej ich dyskografii, podczas której układają piosenki w zaskakujące konstelacje. Warto pojawić się i przeżyć to osobiście 11czerwca na Frytce Off.