Ścianka

Przełom XX i XXI wieku w polskiej alternatywie należał do nich. Zespół Ścianka – legenda trójmiejskiej sceny. To oni w tamtym czasie byli prawdziwą strażą przednią krajowej muzyki. Szeroko otwierali okno na światowe brzmienia i udowadniali, że u nas też mogą powstawać rzeczy wielkie. Panowie Cieślak, Kowalczyk, Lachowicz oraz Koczan (w tym składzie zespół święcił największe sukcesy) to ojcowie chrzestni polskiego niezależnego rocka, w takiej formie jaką dziś znamy i kochamy.  Nieźle jak na zespół, który zaczynał w 1998 r. totalnie szalonym demem o wdzięcznej nazwie "Robaki". Wydawnictwem, które ma już status kultowego i zapowiadało prawdziwe tornado.  
Zaczęło wiać już przy okazji pierwszej oficjalnej płyty "Statek kosmiczny" (1998 r.). Krytycy nie do końca potrafili sobie z tym materiałem poradzić. Próbowali na silę podłączyć Ściankę do trójmiejskiej sceny yassowej, a przecież było to muzyczne szaleństwo trochę innej natury. Dominował tu gitarowy hałas, a wszelkie wyginanie struktury brzmieniowej, wyciąganie melodii służyło do swoistego zaklinania "energii muzyki".  
Właściwa trąba powietrzna nadeszła wraz z "Dniami wiatru" (2001 r.), kolejnym albumem zespołu. Dziełem totalnie hipnotyzującym. Hałas i chaos ustąpiły miejsca niesamowitym muzycznym pejzażom. Artyści malują tu dźwiękami olbrzymie przestrzenie, uruchamiając u słuchaczy wszystkie zmysły. Nie tylko ucho, ale też oko, nos, podniebienie i skóra chcą chłonąć te kompozycje dźwięków. Ta płyta to tajemnica, która czeka na rozwiązanie. Czasami mroczna i pełna grozy, ale niezwykle wciągająca.
Tą ścieżką podążał też zespół przy kolejnych albumach "Białe wakacje" (2002 r.) i "Pan Planeta" (2006 r.). Na tym pierwszym jest dużo bardziej harmonijnie, melodycznie, a brzmieniowe eksperymenty wydają się już oswojone. Teledysk do tytułowego utworu, cieszył się nawet swego czasu sporą popularnością w telewizjach muzycznych. Nadal jednak jest to materiał wymagający, przeznaczony raczej dla wyrobionej publiczności. Potrzeba specyficznej wrażliwość, by w pełni docenić zebrane tam kompozycje i podjąć wyzwanie rzucone przez artystów.
Z kolei "Pan Planeta" to pożegnanie z zespołem Lachowicza i Koczana. Ścianka zbiera na tej płycie wszystkie swoje wcześniejsze inspiracje i doświadczenia. Układa z tych elementów jednak coś zupełnie nowego. Po tym wydawnictwie muzycy trójmiejskiej formacji rozlali swoje talenty po różnych innych projektach.         
Na szczęście zespół koncertuje jeszcze od czasu do czasu (do Cieślaka i Kowalczyka dołącza wtedy basista Michał Biela), zatem jest nadzieja, że Ścianka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Ich występ podczas festiwalu FRYTKA OFF będzie rzadką okazją na spotkanie prawdziwej legendy. Ale tu nie chodzi tylko o przeszłe zasługi, bo być na koncercie Ścianki, to jak stanąć w oku cyklonu. Z bezpiecznego punktu można podziwiać żywioł, trzeba tylko uważać, żeby nie dać się porwać i zatracić na zawsze.  
Ścianka zagra 11 czerwca na scenie głównej Frytki Off.